O godzeniu wody z ogniem – rozmowa z Martą Fox o Krajobrazach słowa

O tegorocznej 23. Edycji Krajobrazów słowa napisano już  sporo  i – co nie bez znaczenia – dobrze. Gala, która odbyła się w ubiegły piątek zachwyciła elegancją  oraz wspaniałym nastrojowo-nostalgicznym  koncertem rodowitej kędzierzynianki – Doroty Ślęzak.  Wielokrotnie podkreślano, jak ważna jest nieprzerwana kontynuacja  konkursu, który – niczym dobre wino – z biegiem lat  nabiera rangi i smaku.

 

Aby jednak kolejne edycje mogły  przebiegać z taką lekkością i profesjonalizmem muszą  być poprzedzone długimi godzinami przygotowań. Zapytaliśmy przewodniczącą jury „Krajobrazów słowa”  Martę Fox  o pracę jurorów, dzięki  którym  znów udało się wyłonić  listę laureatów, co przecież  stanowiło  clou finałowej Gali.

 

1Uczestniczy Pani w obradach komisji konkursowej już od 20 lat, a od 16 im przewodniczy.  Co Pani zdaniem zdecydowało o tym, że z lokalnego bibliotecznego konkursu Krajobrazy słowa stały się konkursem o zasięgu międzynarodowym ?

Złożyło się na to kilka czynników. To konkurs z tradycją, budowaną dobrymi wyborami.  Wystarczy prześledzić listę nazwisk, by zobaczyć, kto w Kędzierzynie zaczynał i jak się rozwinął. To konkurs perfekcyjnie przygotowany, reklamowany, z dobrymi nagrodami i zawsze z pokonkursowym almanachem.  Jego inicjatorką jest wieloletnia dyrektora, Halina Bulanda, która już przeszła na emeryturę. Nowa dyrektorka, Izabela Migocz, kontynuuje tę tradycję. Widzę w tym wartość, bo łatwo coś zniszczyć, trudniej zbudować.

Czy któraś z wcześniejszych edycji zapadła Pani w pamięć w sposób szczególny ?

Każda była dla mnie ważna.  Ale powiem, o czym pomyślałam teraz, takie pierwsze skojarzenie. To był rok 2004, nagrodę w prozie otrzymała Ewą Grętkieiwcz za opowiadanie „Królu złoty…”.  Moi koledzy także zauważyli to opowiadanie, ale w rankingu nie było u nich na pierwszym miejscu. Jakich argumentów użyłam, by ich przekonać, że zasługuje na pierwszą nagrodę, nie wiem, ale przytaknęli mi. I dobrze, bo to autorka, która w następnych latach wydała kilka głośnych powieści. Niestety, zmarła w 2013 roku.

Przez wiele lat jako komisja konkursowa obradowaliście Państwo w stałym składzie : poznaliście swoje upodobania, literackie preferencje. Czy  łatwiej jest „jurorować” w gronie, w którym  już wiadomo, czego można oczekiwać po współpracownikach ?

Nie patrzyłam tak na nasz zespół. Dla mnie najważniejsze jest to, abyśmy mieli do siebie zaufanie i wzajemnie się cenili. Bardzo ceniłam sobie współpracę ze zmarłym, niestety, tak młodo, prof. Piotrem Kowalskim, z Jackiem Podsiadłą, którego twórczą drogę obserwowałam od czasu głośnego debiutu. Cenię Karola Maliszewskiego jako krytyka , także prozaika, i nowego jurora, Krzysztofa Siwczyka, wspaniałego poetę, związanego z Instytutem Mikołowskim. W kędzierzyńskiej bibliotece było i jest zawsze wszystko zapięte na ostatni guzik, bo tu jest profesjonalna kadra, która nie przychodzi do pracy za karę.

Praca jurora konkursu literackiego to tysiące przeczytanych tekstów.  Proszę zdradzić nam trochę szczegółów „kuchni jurorskiej” : jak Państwo – trzy różne osoby o różnych doświadczeniach i preferencjach literackich osiągacie kompromis w postaci 3 nagród i wyróżnień wybranych spośród ogromnej liczby nadesłanych tekstów?

Przyjeżdżamy na obrady przygotowani, z wypisanymi swoimi „typami” do nagród. Najpierw bierzemy pod uwagę te teksty, które znalazły się u każdego z nas. Potem te, które pojawiły się u dwóch jurorów.  Czasem ktoś ma wyróżniony do nagrody tekst, którego nie ma u pozostałych jurorów i też mu się przyglądamy. Przyznaję, obrady bywają burzliwe. Godzimy wodę z ogniem, jak to w tym roku powiedział Karol. Przekonujemy, argumentujemy, czytamy na głos.

W tym roku najwyżej oceniliście teksty  Łukasza Staniszewskiego. Czym zauroczyły  Was te opowiadania ?

Świetną konstrukcją, kreacjami, a także poetyckimi, metaforycznymi obrazami. Proszę przeczytać choćby fragment o paleniu książek i kolorze dymu, który się z nich wydobywa w zależności od gatunku.

W dziedzinie poezji Marzena Jaworska z Białegostoku otrzymała od Państwa pierwszą nagrodę. Co  wyróżnia tę poezję spośród setek innych konkursowych wierszy ?

Tak to bywa z poezją, że zagarnia przy pierwszym czytaniu, rzuca o mur albo spowija aurą słów, w których się frunie.  Coś więc w tych wierszach było, jakiś okruch rzeczywistości zatrzymany w trafnych słowach, jakiś obraz, który każdy a nas dopowiadał swoimi skojarzeniami.  Długo by analizować. ..

Gdyby miała Pani podsumować właśnie mijającą 23 edycję konkursu to powiedziałaby Pani, że ….

nie ma milszego uczucia dla jurora niż to,  kiedy czyta po jakimś czasie nagrodzone teksty i myśli: to był świetny wybór.

 

 

Marta Fox – poetka, powieściopisarka, eseistka, ma na swoim koncie ponad czterdzieści wydanych książek. Jej wiersze tłumaczone są na język angielski, niemiecki, hiszpański. Jej najnowsze książki to tomik poetycki: Wszystko, co niemożliwe ( wybór wierszy w wersji polsko-angielskiej), powieść dla młodzieży: Zołzunie, Przybij piątkę, Zakochaj się, mamo. I dla dorosłych: Zuzanna nie istnieje, Autoportret z Lisiczką.  Jest laureatką wielu nagród, m.in. Zasłużony dla Kultury Polskiej, Nagroda Hanysa za twórczość literacką, Nagroda Marszałka Województwa Śląskiego za osiągnięcia w literaturze, Nagroda Humanitas Kobieta.  

 Strona internetowa autorki : www.martafox.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *