Czy poezja jest dzisiaj oldskulowa? – rozmowa z Izabelą Wageman, poetką mieszkającą w Kędzierzynie-Koźlu

Zapraszamy do przeczytania rozmowy z mieszkanką Kędzierzyna-Koźla, która jest nie tylko nauczycielką z powołania, zarażającą młodzież swoim optymizmem i pasją, ale również autorką wierszy, które możemy znaleźć w debiutanckim tomik poezji W oszukiwaniu snu, Izabelą Wageman.

izabela_wageman_-_w_oszukiwaniu_snu

O pani tomiku wydanym w 2011 roku „W oszukiwaniu snu” ktoś napisał, że dużo w nim „czasu przeszłego, przyrody i wspomnień”. Taka jest Izabela Wageman? Szukająca własnych korzeni, troszkę wycofana, kochająca przyrodę?

Myślę, że tak. Może nie wycofana, ale zdystansowana. Uważam, że korzenie są istotne. Bez nich człowiek nie wie kim jest, skąd się biorą jego namiętności czy lęki. W momencie, kiedy udało mi się oswoić pochodzenie, uspokoiłam się nieco, przestałam tęsknić. Do czego? Raczej do kogo – do tych, których już nie poznam. A przyroda? Cóż, to ona wyznacza cykle naszego życia. Faktycznie jest mi bliska. Nigdzie tak nie wypoczywam psychicznie jak w górach, na odosobnionej plaży, czy podczas spaceru nad Odrą. Z ziemi pochodzimy.

Ile jest przestrzeni na poezję w życiu pracującej na etacie matki dwóch synów?

Wiele. Często czytam poezję, równie często patrzę na świat jak na coś, co może być poezją, składam w myślach jakieś frazy, które w większości umykają. Ktoś kiedy powiedział, że najpiękniejsze wiersze są nigdy nienapisane. I to prawda. Piszę wtedy, gdy coś szczególnie mnie poruszy albo poczuję taką potrzebę. To bardzo klaruje myśli.

Na czym polega wzajemne lubienie się z własnymi wierszami?

Na akceptacji. Nie wiem czy mogę powiedzieć, że lubię swoje wiersze. Ale są takie, czytając które odczuwam zgodę, akceptację podmiotu. Nie oznacza to, że zawsze jestem podmiotem wiersza, ale jego monolog jest zgodny z moim, choć opisana sytuacja może być dla mnie abstrakcyjna. A czy wiersz lubi mnie? Chyba na podobnej zasadzie. Czuję wtedy, że ułożył się jak chciałam, nie ma dysonansu.

Promocja tomiku " W oszukiwaniu snu" - MBP, grudzień 2011

Promocja tomiku ” W oszukiwaniu snu” – MBP, grudzień 2011

Poezja praktycznie nieobecna w księgarniach, żyje i ma się świetnie w internecie. Zgodzi się pani z taką oceną sytuacji?

Nie do końca. Może faktycznie nie ma jej wiele w księgarniach, ale rynek wydawniczy ma się całkiem nieźle. Proszę pamiętać, że to jednak żywe słowo, które lubi być wchłaniane na spotkaniach. Proszę tylko spojrzeć ile osób pojawia się na gali Krajobrazów Słowa. Jest mnóstwo festiwali poetyckich, slamów, turniejów. Inna rzecz, że pisanie wierszy jest zajęciem mało intratnym. Jeśli już któryś wydawca zachce zwrócić uwagę na naszą twórczość, zwykle płaci niewiele albo wcale. W ogóle postrzeganie artystów w naszym kraju jest niewłaściwe. Nie traktuje się tego zajęcia jak zawód, ale jako fanaberię. A przecież tworzymy dla dobra wszystkich, którzy nie tylko chlebem żyją. Kultura jest wpisana w egzystencję człowieka. Między innymi to nas odróżnia od zwierząt. Kto żyje tylko po to, by się rozmnażać, spożywać i wydalać nie bardzo spełnia się roli przedstawiciela gatunku wyższego.

Czy istnieje w Polsce środowisko poetyckie skupiające twórców i miłośników poezji?

Takich środowisk jest wiele. Należę do Salonu Literackiego, skupiającego twórców z całego kraju, mamy swoje serie wydawnicze. Zajmujemy się akcjami kulturalnymi, tworzymy warsztaty, organizujemy spotkania. Takich stowarzyszeń czy grup artystycznych jest sporo. Działają często non profit, celem jest rozwijanie potrzeb kulturowych społeczeństwa. To tak idealizując. W praktyce czasem wygląda tak, że grupy zamykają się w tzw. towarzystwach wzajemnej adoracji i, jak to często bywa w społeczeństwie, rywalizują ze sobą. To z obserwacji. Sama jestem zawsze zadowolona, kiedy mogę przeczytać równocześnie mądre i piękne słowa. Ale podobno jestem mało współczesna w swoich wymaganiach.

Czy poezja jest dzisiaj tematem oldskulowym?

Trochę tak. Widzę to w swojej pracy. Młodzież, którą uczę, w niewielkim stopniu przyswaja poezję tzw. klasyczną. Inaczej jest z tekstami hiphopowymi czy rapowymi, które często traktują jako wyraz własnej świadomości, czy bardzo współczesnymi tworami młodych gniewnych poetów, stosujących język dnia codziennego. Ale na spotkaniach poetyckich duża część słuchaczy to ludzie dojrzali, którzy jednak cenią sobie mowę niecodzienną. W zasadzie trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, jestem nieobiektywna, bowiem spora część moich przyjaciół i znajomych to właśnie poeci. Dla nas to codzienność.

Promocja tomu "W oszukiwaniu snu" - MBP, 2011

Promocja tomu „W oszukiwaniu snu” – MBP, 2011

Pracuje pani na co dzień z młodzieżą. Czy literatura, a zwłaszcza poezja leży w kręgu ich zainteresowań i wrażliwości?

Jak już powiedziałam, różnie z tym bywa. Wszystko jest też kwestią nauczyciela. Myślę, że z powodzeniem mogę uznać, że część z moich uczniów jest z nią zaznajomiona. Może mniej chętnie sięgają po klasyków, ale za to o popularnym nurcie fantazy, czy powieściach detektywistycznych jest z kim porozmawiać. Bywam też jurorem w szkolnych konkursach literackich i to mnie przekonuje, że jednak jest szansa dla literatury.

Wydaje się, że młodej osobie tworzącej poezję niezwykle trudno jest dziś zaistnieć w świecie literackim. Co radzi pani młodym ludziom, szukającym pomysłu na wyjście z przysłowiowej szuflady?

Przede wszystkim dużo czytać współczesnej poezji i nie spieszyć się z wyjściem. Pisać, pisać, pisać. W różnych stylach i gatunkach. Wydaje mi się, że ważne jest osiągnięcie pewnej dojrzałości artystycznej zanim skonfrontuje się swoje pisanie z krytyką, chyba, że ta krytyka jest czysto merytoryczna. Niestety, w internecie często trafia się na krytyków domorosłych, kompletnie nie znających się na tym, co usiłują robić. Ważny może się okazać udział w warsztatach, choć istnieje niebezpieczeństwo zbytniego podporządkowania się percepcji prowadzącego i zagrożenie niewypracowania własnego stylu. Choć i to z czasem powinno się pojawić. Wracamy do dojrzałości. Dobrym sposobem na oswojenie świata literackiego jest udział w wydarzeniach, obserwacja środowiska. No i żmudna długa praca nad wierszami – bez pospiechu, napinki, chęci błyszczenia. Tylko i wyłącznie autentyzm. Znów idealizuję.

Jak pani ocenia cykl spotkań prezentujących poezję i jej twórców organizowany od tego roku w bibliotece pn. „Dobry wieczór z poezją”?

Spotkanie z Dorotą Ryst w ramach cyklu "Dobry wieczór z poezją"

Spotkanie z Dorotą Ryst w ramach cyklu „Dobry wieczór z poezją”

Trudno mi oceniać cykl organizowany z mojej inicjatywy. Starałam się o niego bardzo długo, więc chciałabym ocenić wysoko. Chodziło o to, by prezentować nie tylko znane i wciąż te same nazwiska, ale umożliwić promocję twórcom spoza głównego nurtu, a równie wartościowych. Wiemy doskonale, że zwykle podoba nam się to, co już znamy. Chciałam przełamać ten kanon. A jak oceniam te spotkania? Z punktu widzenia artystów – bardzo dobrze. Nasza Miejska Biblioteka Publiczna traktuje zaproszonych autorów z dużą dbałością i atencją. Publiczność może nie nazbyt liczna, ale świadoma. Odbyły się dotąd dwa spotkania, od września będą organizowane kolejne. Warto by było jednak mocniej je rozreklamować.

Czy niszowość poezji nie wynika pani zdaniem z faktu, że jest ona taka nieoczywista? W czasach gdy ludzie lubią szybkie, najlepiej o posmaku sensacji informacje poezja operuje metaforą, nastrojem, odwołuje się do ciszy w nas samych. Chyba nie po drodze dzisiaj ludziom z poezją.

Sugeruje pani pewne zblazowanie społeczeństwa. Coś w tym jest. Ale nie winię tu ani poezji za jej nieprzystawanie, ani dzisiejszego sposobu porozumiewania się. Tego wymaga tempo życia, młodym szkoda czasu na rozgadywanie się, przy czym wartość merytoryczna wielu rozmów też pozostawia wiele do życzenia. Chyba chodzi o tę wszędobylską powierzchowność i nadmierną bezpośredniość. Niestety, przykład idzie z góry, a zwłaszcza z mediów. Promuje się to to intratne, szybkodziałające, tanie, masowe. Używa się języka prostego, żeby nie powiedzieć prostackiego. Mimo wszystko wierzę, że tak, jak część społeczeństwa wybierze się do kina niekomercyjnego, a potem na kolację do dobrej restauracji zamiast na hot-doga tuż przed seansem „Szybkich i wściekłych”, tak i znajdą się poszukiwacze poezji wśród księgarnianych półek pełnych porad jak zarobić milion w tydzień czy jak zjeść ciastko, by nie utyć.

Jakie jest motto życiowe Izabeli Wageman?

Nie będę się siliła na oryginalność. Od zawsze jestem w zgodzie z racjonalnym hasłem „żyj i pozwól żyć innym”. I nie chodzi tylko o tolerancję różnorodności, która jest ważna, ale i zaproszenie do wspólnoty w korzystaniu z tego życia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *