Bałkany to magia! – rozmowa z Andrzejem Pasławskim

113

9 czerwca w Filii nr 5 odbędzie się kolejne spotkanie w ramach działającego od lat w bibliotece Klubu Podróżnika. Tym razem naszym gościem będzie Andrzej Pasławski, podróżnik  z tysiącem przejechanych kilometrów na koncie, miłośnik Bałkanów, zwłaszcza w ich przemijającej, nie tkniętej „ludzką ręką” dziewiczości, naturalności, wyjątkowości. „Bohaterem” piątkowego spotkania będzie kraj wciąż jeszcze owiany mgiełką tajemnicy i tzw. „złej sławy” , czyli Albania. Jak zmieniał się ten kraj na przestrzeni ostatnich lat, czy dziś można go odwiedzać bez obaw o własne bezpieczeństwo i w czym tkwi jego niezaprzeczalny urok? Przeczytajcie tę krótką rozmowę, a nabierzecie chęci, by dowiedzieć się o wiele więcej. Zapraszamy już w piątek o godz. 18.00.

Wszystkie zdjęcia wykorzystane w niniejszym poście są autorstwa  A.Pasławskiego.

 

Andrzej Pasławski – podróżnik, fotograf, popularyzator, krakowianin. Określniki użyte w odpowiedniej kolejności?
Fotografik, jeśli można :-) , reporter, niech będzie „podróżnik”, choć unikam tego określenia w dobie „histerii” społecznej, a taką obecnie jest kucharzenie, podróżowanie i ostatnio bieganie. Ja nie lubię robić tego, co robi większość. A Krakowianin, powiedzmy sobie szczerze – Krakus – TAK, od urodzenia :-)

 

Mówi pan, że w Waszej rodzinie podróżowanie to sprawa genetyczna. Córki więc zapewne podzielają pasję rodziców?
Jak najbardziej, każda z nich wyniosła coś z tych naszych wojaży, a na pewno obyły się z różnymi sytuacjami, znają języki, dużo widziały i to daje im duży zasób wiedzy ogólnej. Starsza jest związana z branżą turystyczną, mieszka za granicą, podróżuje, młodsza córka jest „związana” z autami terenowymi i czynnie uczestniczy w rajdach off-roadowych.

 

Podróżuje pan często z całą rodziną. Czy taka wyprawa jest łatwiejsza niż samodzielny wyjazd, czy wprost przeciwnie?
I tak i nie. Na pewno cementuje związki rodzinne, gdyż dzieci nie są „odstawiane na boczny tor” (czyli do babci, cioci, teściów), tylko 24 godziny na dobę uczestniczą w wyprawie , mamy wtedy czas być razem, uczą się, poznają świat. Myślę, że wielką krzywdą jest  „robienie sobie wolnego” od dzieci – krzywdą dla nich przede wszystkim. Skoro się je ma, to trzeba poświęcić im czas, wychować, wykształcić.

SONY DSC

A wspaniałe wykształcenie dają wyprawy – tu będzie i fizyka i biologia, geografia naturalnie, ale i umiejętność  radzenia sobie w trudnych sytuacjach (np. umycie włosów po pas długich w strumieniu, w którym woda ma temperaturę 9`C, lub w bidecie przydrożnej stacji benzynowej).
Tu będzie i religioznawstwo (a nie religijna indoktrynacja), ale i sytuacje niebezpieczne.
No właśnie – jeździmy nad przepaściami, wjeżdżamy na ponad 2 tys. m n.p.m., ocierając się o skały i urwiska z drugiej strony, wjeżdżamy w rejony zapalne, córki od małego widziały czołgi, wojsko, ruiny, powojenne zgliszcza, nad którymi, jak mówi żona – „swąd dymu jeszcze nie opadł”.
Ja często wchodzę w rewiry, w które nie powinno się „ciągnąć” dzieci, ba, nawet żona czasem twierdzi, iż jej poziom szaleństwa nie sięga tak wysoko! Więc czasem dajemy sobie „dzień wolny”. Ja w swoje ruiny, zasieki, wampiryczne cmentarze, szemrane dzielnice, a dziewczęta do kwiatków, delfinarium, zoo… ale i one też potrafią ekstremalnie! Czasem wręcz muszą – czasem trzeba na bezdrożu chwycić za kilof, siekierę, łopatę i „zbudować” drogę, żeby pojechać dalej. To nie łatwe, zwłaszcza dla kilkunastoletnich dziewcząt!

 

Czym jest Fotolandia? Narzędziem marketingowym czy czymś więcej?
Fotolandia4x4 – taka jest pełna nazwa i jest to nasze credo – „foto” od fotografowania (fotografujemy wszyscy), „landia” od „Land-kraj”, bo przemierzamy wiele krajów oraz to brakujące „4×4”, co oznacza, iż poruszamy się autem z napędem na 4 łapy! Na pewno nie jest to narzędzie marketingowe! Stety lub niestety – jesteśmy „ciency” marketingowo :-)
Ktoś przeszedł tysiąc kilometrów, tam, gdzie my przejechaliśmy autem kilkakrotnie i .. napisał książkę. Ktoś doszedł do Santiago de Compostela i napisał książkę. Ktoś wędruje z dziećmi od kilku lat i rodzi się mit, ideologia wręcz, i tak dalej i tak dalej. 320Dla nas podróżowanie z dziećmi było normalną rzeczą (a 20-kilka lat temu nie było tak łatwo, jak teraz) , po Bałkanach wędrujemy ze 20 lat, do Albanii wjeżdżaliśmy w czasach, kiedy na dźwięk  tego słowa niektórzy uciekali pod stół (ten sposób postrzegania tego kraju nadal pokutuje), zorganizowaliśmy tam kilkanaście wypraw off-roadowych, byliśmy w Albanii 28 razy, jesteśmy członkami Towarzystwa Polsko-Albańskiego.
Bywamy w różnych miejscach, ale pół świata na facebooku nie ogląda naszych pysi na tle wielbłąda, palmy czy dolinki…
Tak więc marketing marny. Naszym dążeniem jest poznać historię regionu, do którego docieramy, etnografię, dotrzeć do miejsc nie opisywanych, czasem zaognionych i dla niektórych niebezpiecznych. Dzielimy się tym na spotkaniach autorskich, ale nie lansujemy siebie lecz chcemy przybliżyć Odbiorcom wiedzę o miejscach, w których byliśmy – często wiedzę nie publikowaną, bądź niepopularną, niepoprawną politycznie.

 

Podróżuje pan po całym świecie, a jednak to Bałkany są miejscem, gdzie wraca Pan wielokrotnie. W czym tkwi ich siła przyciągania?
Bałkany, to magia! Bałkany żyją, żyją na tlącym się loncie! Tam każdy dzień przynosi coś nowego, każdy kilometr potrafi przenieść nas w inny świat – inny mentalnie, kulturowo, muzycznie, ale jedno łączy – uśmiech, wieczorna fiesta i wspaniałe podejście do życia – „Nie ma problemu”! Jest ciepło, jest jasno (biały wapień), jest błękitnie (błękit nieba i błękit wód), jest rakija, jest śliwowica, jest Guća, są bezdroża, bez szlabanów! Są hotele pod tysiącem gwiazd i nie ma jeszcze zbyt wielu urzędasów, próbujących uprzykrzyć nam życie!

 

Albania to kraj przez lata omijany przez masowych turystów. Skąd pana zdaniem ta „zła sława” i na ile obawy o bezpieczeństwo turystów są rzeczywiście uzasadnione?
Albanię przemierzył George Byron w początku XIX wieku, w Albanii żyła i dokumentowała tamtejsze życie Edith Durham, samotna kobieta, która nie doznała uszczerbku na zdrowiu. W stulecie wyprawy Byrona wybrała się do Albanii kolejna samotna kobieta – Tessa de Loo – zafascynowała ją Albania – napisała wspaniałą książkę! Ale nastał Enver Hodża, który zatrzasnął Albanię dla całego świata i powstała „terra incognita”. Kraj zamknięty, kraj, w którym sprowadzono gehennę na naród. Zła sława „wlokła” się za tym krajem, osławionym mafią, bronią, zasadami prawa zwyczajowego – kanunu. I oczywiście „sprzedawano” wiedzę o  „strzelankach”, o mafii (która jest przecież i w innych krajach). Kraj ciężko doświadczony, ale mało kto zada sobie trud zapoznania się z historią Albanii, z mentalnością jej mieszkańców (a jest zupełnie inna od „naszej”). Obawy o bezpieczeństwo są zupełnie nieuzasadnione! To ja mam obawy, iż docierające coraz bardziej rzesze naszych rodaków zniszczą albańską przyjaźń i serce na dłoni.

 

156Albania ma wciąż jeszcze przed sobą boom turystyczny, jaki dotknął inne bałkańskie kraje, jak Chorwację czy Czarnogórę. Czy właśnie teraz nie jest ostatni moment, by zobaczyć ten kraj takim, jaki jest naprawdę, nim zmieni go masowa turystyka.
Ten moment już przeminął!
Ja miałem to szczęście, że widziałem dziewicze wybrzeża, gdzie nocowaliśmy na lagunach, w gajach piniowych, gdzie już te miejsca są zabetonowane, parasolki i leżaki ustawia się „od suwmiarki”… Byłem w miejscach nietkniętych ludzką dłonią… to cieszyło, później nastał etap worków z cementem i „cementowej burzy”, i już tam nie chcę jeździć. Pęd do boomu zmienia wszystko w jedną, taką samą papkę! A kończy się to zawsze tak samo – wyciągnięta dłoń z sercem zmienia się w dłoń wyciągniętą po ruchomy portfel, jakim jest turysta!  Tak , Albania ma przed sobą nadal miejsca do zniszczenia i zunifikowania, czyli boom turystyczny i zatraci swą tożsamość, swe zwyczaje, stanie się kolejną mekką dla miłośników clubbingu, riviery i tym podobnych iluśtamgwiazdkowych doznań.
A my, będziemy musieli szukać dalej.

 

W jednym z wywiadów wspomina pan, że Albańczycy lubią Polaków. Skąd bierze się ta sympatia?
Albania zerwała stosunki dyplomatyczne z byłym ZSRR, obraziła się również na Chiny, na cały świat! I w czasach, gdy Enver Hodża zamknął Albanię – my mieliśmy cały czas otwarte stosunki dyplomatyczne. Ambasada Polski w Tiranie zawsze istniała i w tych latach wybudowaliśmy stocznię w Durres (kontrakt 11-letni), kilka cukrowni i huty metalurgiczne (m.in. w Elbasan). Kadra inżynieryjna przybywała do ówczesnej Huty Lenina i Huty Katowice na szkolenia, więc starsi pamiętają jeszcze Kraków , Zakopane (wieczorki integracyjne) oraz Katowice. A ludzie w górach po prostu chłonni są przybysza z zewnątrz, by choć na migi porozmawiać…
… ale przybysza uśmiechniętego, nie traktującego siebie, jako tego, który wyżej siedzi, ma grubszy portfel, ma nadęty ryj i uważa, że wszystko może , bo tam pod nim , to dzicz!
Przyjazne stosunki podtrzymuje Towarzystwo Polsko-Albańskie, mając kontakty z Ambasadą Republiki Albanii w Polsce, mając kontakty i współdziałając z osobami naukowo, dyplomatycznie, kulturalnie zaangażowanymi w wymianę myśli i kontaktów pomiędzy oboma krajami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *