Jestem „strasznym” kawoszem… rozmowa z Jolantą Duszą , autorką obrazów malowanych kawą

6

W Filii nr 5 od kwietnia można oglądać przepiękne, nastrojowe obrazy malowane w sposób niezwykły, bo…kawą. W drugiej połowie maja odbędą się również -dla wszystkich zafascynowanych tą techniką- warsztaty, podczas których każdy będzie mógł spróbować stworzyć własnoręcznie podobne arcydzieło.  O tym, jak maluje się kawą i jak dzięki temu można poznać ludzi z pierwszych stron gazet rozmawiamy z ekspertką w tym temacie, autorką prac – Jolantą Duszą z Bolesławca.

 

Zacznijmy od pytania, które nasuwa się niejako automatycznie: jest Pani kawoszem?

Jolanta Dusza: Jestem „strasznym” kawoszem… W jakimś programie telewizyjnym nazwano mnie „uzależnioną od kawy” i to prawda, nawet prawda podwójna. Ale nie piję kawy takiej, jaką maluję. Maluję rozpuszczalną.

Wydaje się, że malowanie kawą cieszy się dzisiaj coraz większą popularnością.  Proszę powiedzieć, skąd u Pani fascynacja kawowymi obrazami. Sądząc chociażby po ilości obrazów nie jest to oczarowanie ostatnich miesięcy, tylko coś znacznie bardziej trwałego.

Maluję kawą jakieś pięć lat. Któregoś razu szukając czegoś w Internecie natknęłam się na obrazy malowane kawą przez amerykańską malarkę Karen Eland. Było to dla mnie „odkrycie tysiąclecia”, bo wcześniej nie miałam pojęcia, że ludzie tym malują. Ponieważ lubię wyzwania, pomyślałam, że jak Karen może, to dlaczego ja nie? i zauroczyłam się tą techniką chyba już na całe życie :)

Okazuje się, że można malować kawą, można herbatą, ziołami, winem. Próbowała Pani malować również innymi esencjami?

Oczywiście, że próbowałam. Ciemnym piwem, czerwonym winem, herbatą, również zieloną, esencją z imbiru (żółte), cynamonu (rude), wyciągiem z alg (zielone)… ale kawa to kawa. Lubię „soczyste” odcienie i tylko kawa to umożliwia. A poza tym przypomina sepię, którą zawsze lubiłam w starych zdjęciach.

Osoby, które widzą Pani obrazy najczęściej pytają o technikę malowania kawą. Może Pani zdradzić kilka warsztatowych tajemnic?7

Nie ma specjalnych tajemnic w malowaniu kawą. Wspomniałam już, że maluję kawą rozpuszczalną. Najciemniejszą, jaką znajdę. Zaparzam ją na gęstą papkę, czyli dużo kawy, mało wody. Potem dopiero na palecie uzyskuję odcienie dodając mniej lub więcej wody. Najprzyjemniej maluje się na grubym papierze o gramaturze przynajmniej 300g/m2 i więcej. Takim dla artystów. Ale jak się opanuje „dystrybucję” wody, to można i na 250, 210…nie powodując falowania papieru. Można też na tekturach wszelkiego rodzaju. Obrazy o sporych wymiarach malowałam na kartonach z Biedronki na przykład.

W Pani obrazach poza taką sepiową tonacją pojawiają się też sporadycznie inne kolory. To już wyjście poza kawową konwencję. Z czego to wynika? Z tęsknoty za kolorem? Proszę zdradzić co kryje się za tajemniczym określeniem: arfe.

Słowo „Arfe” to skrót od „Art Coffee”. To właśnie malowanie kolorami z dodatkiem kawy. Bo kiedyś kawę dodawało się do farb, a ja robię trochę odwrotnie, dodaję farb do kawy. Używam często bieli, z kilku powodów. Pierwszy to taki, że mieszając kawę z bielą uzyskuje się ciekawe odcienie. Drugi, że gdy potrzebuję użyć np. potrójnej warstwy kawy, to w innych miejscach zostaje „dziura” na papierze i wypełniam go białą plakatówką, która to farba najbardziej przypomina swoim zachowaniem kawę. Wtedy obraz nie ma nierównej faktury. Więcej kolorów dodaję rzadko, trochę dla eksperymentu, a trochę żeby na wystawach nie było nudno :) Nie tęsknię za kolorami, bo oprócz kawy maluję też akrylami.

4Podobno ludzie dzielą się na tych, którzy kochają koty albo psy. Do której kategorii Pani należy?

Kocham wszystko, co żywe, myszy, żaby, węże i pająki też. I psy, i konie. Ale najbardziej kocham koty. Mam własne dwa, które od lat fascynują mnie codziennie swoimi kocimi charakterami, inteligencją, bystrością, pomysłowością i niesamowitym przywiązaniem i mnóstwo kocich figurek z drewna, szkła i innych materiałów :)

Miłośnicy kotów są według amerykańskich badań o ponad 10% bardziej kreatywni od wielbicieli psów. Czy to tłumaczy dlaczego nauczyciel przedmiotów ścisłych odnajduje i wyraża się w sztuce?

O tych badaniach przeczytałam całkiem niedawno. Fajnie jest w to wierzyć, ale wierzę z przymrużeniem oka. Maluję raczej dlatego, że maluje mój Tata, też umysł ścisły. Daleko mi do jego precyzji, dlatego z przekory porwałam się na kawę, żeby go zaskoczyć :)

Tematyka wielu obrazów odwołuje się do natury. Maluje Pani czasem w plenerze czy z takim warsztatem nie da się wyjść w teren?2

Nie maluję w plenerze, jestem wygodna. Potrzebuję wody w kubku do płukania pędzli, którą można zmienić, wygodnego krzesła ze względu na kręgosłup, kubka z kawą do picia i innych drobiazgów. Mieszkam w środku miasta, plener jest dość daleko, i nie ma jak w nim zaparzyć kawy…

Dzięki swoim obrazom poznała Pani wiele znanych osób: polityków, ludzi z mediów, popularnych twórców kultury. Czy ich portrety to wyraz osobistych sympatii czy również sposób na promocję?

Miałam zaszczyt poznać wielu znanych ludzi z kręgu polityki (np.premierów Mazowieckiego i Buzka), muzyki (np.legendarnego zespołu irlandzkich muzyków „The Dubliners”, będącego na jedynym koncercie w Polsce), filmu(np.panów Wajdy, Kutza, Kondrata, pani Dymnej), kabaretów, sportu, czy dziennikarstwa (panów Miecugowa i Sianeckiego) między innymi dlatego, że latami bywałam uczestnikiem Przystanku Woodstock od tzw.strony zaplecza. Dzięki obrazom poznałam niewielu ludzi, w tym Jarka Kuźniara, ukochaną Marysię Czubaszek, panią premier Kopacz, muzyków z zespołu znanego w Polsce jakieś 20 lat temu The Kelly Family. I nie zdążyłam na spotkanie z profesorem Bartoszewskim… Tak, to były spotkania wypływające tylko i wyłącznie z moich sympatii. Nie umiem się promować i nigdy o to jakoś nie zabiegałam.

3Pani obrazy jeżdżą po całej Polsce, wystawy miała Pani w Krakowie, Gliwicach,  Zabrzu, Toszku, Pani portret D.Tuska był w Kancelarii Premiera. Ma Pani poczucie, że osiągnęła Pani w tej dziedzinie sukces, który przyniósł popularność?

Nie maluję dla popularności. Wystawy jakoś same się robią i to prawie od samego początku mojej kawowej przygody. Kończy się jedna, a już zaklepuje się następna, nie potrafiłabym już wyliczyć z pamięci, gdzie moje obrazy miały zaszczyt gościć. Pewnie dlatego, że technika malowania kawą jeszcze nie jest tak popularna, jak malowanie kolorami i stanowi swoistą ciekawostkę. Każda wystawa mnie cieszy, bo z każdej wypływają potem różne fajne znajomości. Co do portretu premiera Tuska… znalazłam jego zdjęcie z ukochanym psem Szeryfem, podpisane było  „zdjęcie roku premiera Tuska” i było w nim tyle ciepła, że przypomniało mi spotkanie z panem Tuskiem, gdy jeszcze nie był premierem. Takie sympatyczne, ciepłe spotkanie. Namalowałam portret, kadr zdjęcia i wkleiłam na Facebooku. I miało być tylko tyle. Ale różni liczni znajomi zaczęli mnie mocno namawiać, żeby mu to wysłać. W końcu wysłałam, w kwietniu, z urodzinowymi życzeniami. Z sympatii. Nie spodziewałam się, że do końca urzędowania ten portret będzie stał w Kancelarii. To było miłe. Nic nie wiem, na szczęście, o jakimkolwiek sukcesie z tego powodu, oprócz otrzymania pięknych podziękowań :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *