Hanyska – cz.2

Czy –ks1 pani zdaniem – pokolenie Polaków wychowanych na serialu ”Czterej pancerni…” jest w stanie zrozumieć skomplikowaną sytuację Ślązaków  na ziemiach polskich, przedstawianą m.in. w książkach Heleny Buchner ?

Przygotowując się do tej rozmowy otworzyłam dwie teczki z różnych spotkań z czytelnikami. Natrafiłam na taki wiersz, który idealnie obrazuje odpowiedź na to pytanie. To wiersz Mariana Oszka – Ten sam chleb.

Te same ulice i te same kroki, gdzie jeden do drugiego wyciąga rękę, gdzie się krzyżują różne pochodzenia, ale nie po to, by podzielić siebie. Te same miejsca na cichym cmentarzu, gdzie obok siebie leżą wszyscy w zgodzie, gdzie w dzień Wszystkich Świętych ogień wszystko spala i nie ma różnic – wszystkich łączy wiara. Te same ulice i te same domy, te same rodziny różnie posplatane, na stole chleb, wszyscy jedzą zgodnie, ten sam chleb dla wszystkich z bliska i z daleka.

Myślę, że książki Heleny Buchner są w stanie pokazać skomplikowaną historię  Ślązaków, ponieważ ciocia nie generalizowała. Nie ma tam rozgraniczenia: zły Niemiec, dobry Polak, jest rozgraniczenie na dobrego i złego człowieka, niezależnie od narodowości. I na tym polega uniwersalizm jej twórczości.


Helena2Książki Heleny Buchner  są ważne dla zrozumienia wielokulturowości Śląska.  Czy nie powinny być lekturą obowiązkową na Opolszczyźnie?

Jestem  jak najbardziej za. I powiem szczerze: zdecydowałam się wydać ponownie „Hanyskę” w wydawnictwie Silesia Progress, wydawnictwie z Opolszczyzny, które propaguje twórczość śląskich tytułów i pisarzy po to, by była ona dostępna. Do tej pory, jeśli ktoś chciał znaleźć książkę, mógł ją zamówić w  wydawnictwie internetowym. Oficyna drukowała nowe książki, kiedy było na nie zamówienie. Nadal można u nich kupić wszystkie tytuły. Bardzo chciałam, by w 10 rocznicę od pierwszego wydania uczynić książkę bardziej dostępną. Ludzie, którzy pamiętają tamte czasy chyba nie są biegli w internecie. Chciałam, by sami mogli tę książkę sobie kupić w księgarni. Zależało mi na tym, by książka była dostępna nie tylko  na Opolszczyźnie, ale też w sąsiednich województwach. By „Hanyska” znalazła się  na targach. Właściciel wydawnictwa Silesia Progress – Piotr Długosz, podsyłał mi rankingi, z których wynika, że książka pretenduje do miana bestsellera jego wydawnictwa. „Hanyska” jest najbardziej znana, mniej popularne są kolejne książki. Za chwilę ukażą się „Dzieci Hanyski”, a docelowo chcemy wydać pozostałe tytuły. Chciałabym sprawić, by były one w księgarniach, by były łatwo dostępne. W ubiegłym roku udało nam się wydać – dzięki współpracy ze Starostwem bajki „Opolki”. Są to bajki opolskie, które znalazłam w rękopisach cioci. Docelowo miało ich być 12, po jednej na każdy miesiąc, ciocia zdążyła napisać cztery. Piątą dokończyłam już sama. I wydaje mi się, ze ciocia byłaby zadowolona, że akurat tę bajkę wybrałam. Nie są to tylko bajki dla dzieci, one są dość poważne i  to raczej dorosłym się podobają. Są z różnych miast i regionów Opolszczyzny: o opolskich Utopkach, o Stworku-Potworku z kluczborskich lasów czy o Kędziorku i Koziołku.


Helena Buchner spotykała się z czytelnikami swoich książek, m.in. w Opolu, w Kluczborku.  Wiem, że państwo, jako rodzina uczestniczyliście w niektórych  spotkaniach. Jaki był klimat tych spotkań?

Ciocia kochała spotkania autorskie. Otrzymywała mnóstwo zaproszeń z różnych rejonów, nie tylko z Opolszczyzny i na tyle, na ile jej siły pozwalały starała się brać w nich udział. Nawet jeśli były to typowe spotkania przy kawie, na które przychodziło niewiele osób. Dla niej kontakt z czytelnikiem był bardzo ważny. Była typem powiernika, ludzie uwielbiali powierzać jej różne historie. Ja do tej pory otrzymuję listy od ludzi, którzy opowiadają swoje historie. Staram się na nie odpisywać. Mimo, że jestem już kolejnym pokoleniem – ludzi cieszy to, że twórczość Heleny Buchner nie utknęła w helena4martwym punkcie, że jest kontynuacja. Ogrom pracy nie do końca pozwala mi zająć się tym w taki sposób jak bym chciała. Na pewno jednak ta twórczość na to zasługuje.

Książka została przetłumaczona na język niemiecki. Jak jest przyjmowana w Niemczech ?

Odbiór w Niemczech był taki dość delikatny. Książkę można cały czas zamawiać, jest dostępna na Amazonie i w niemieckich wydawnictwach. Generalnie „Hanyska” w Niemczech została wydana dlatego, że podczas spotkań autorskich wielu czytelników prosiło ciocię  o niemieckie wydanie. Wiele osób, które wyjechały do Niemczech chciały  opowiedzieć  swoim dzieciom o przeszłości za pomocą tej książki, ale te dzieci nie znają już języka polskiego. I dlatego ciocia zdecydowała się wydać książkę w Niemczech, by przybliżyć ten temat Ślązakom, którzy wyjechali. Nie mam dokładnych danych sprzedażowych, ale w zeszłym roku sprzedało się bodajże 300 egzemplarzy, przy czym w niemieckim wydaniu „Hanyska” i „dzieci Hanyski” stanowią całość.

W czym, pani zdaniem, tkwi siła tych niewielkich objętościowo – jak na dzisiejsze standardy-książeczek?

W słowie. Najważniejsze jest słowo i  kreacja bohatera. Całą treść przenoszą bohaterowie. Ja jej swojego czasu nawet to zarzucałam, sugerowałam, by dołączyła jakiś opis, rozwinęła wątek miłosny. Ona pytała: ale po co?  Słowo, prosty język, niezbyt dużo opisów, krótkie zdania. Myślę, że na tym to polega, w tym tkwi siła tych książek.

ciotka opowieści dziewczyny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *